Ostatnia aktualizacja: 15 12 2025 (poniedziałek) godz. 00.10 Odcinek 10
Wprowadzenie. To mój nowy blog wpis na nowej stronie autorskiej www.MichalTequilaWrzesinski.pl.
Mam przed sobą wiele do zrobienia. Przede wszystkim muszę przenieść część treści ze starej strony autorskiej na nową stronę autorską oraz dopilnować jej dokończenia przez wykonawcę. Licznik wejść na tę stronę pokazuje już skumulowane wyniki z poprzedniej strony autorskiej, którą dziennie odwiedzało nawet 2.700 osób, a tygodniowo ponad 10.000 osób. Ponieważ adres nowej strony jest jeszcze mało znany, ilość wejść na tę stronę będzie zapewne niezbyt imponująca. W międzyczasie będę kontynuować wpisy na blogu „Jak żyć? Notatki osobiste”, na którym się teraz znajdujemy.
Będę wdzięczny za zapisanie sobie nowego adresu strony autorskiej czyli www.MichalTequilaWrzesinski.pl oraz przekazanie go przyjaciołom i znajomym.
Odc. 1 Pielgrzymka
Po powrocie z pielgrzymki do Portugalii i Hiszpanii wpadł mi w ręce tomik przemyśleń i wspomnień Świętego Jana od Krzyża, doktora kościoła, zatytułowany „Droga na górę Karmel”. We wstępie przeczytałem: „Droga Na górę Karmel” mówi o tym, jak dusza powinna się przygotować, by w krótkim czasie dojść do zjednoczenia z Bogiem”. Pożyczyłem tę książkę, zaintrygowany nią także dlatego, że była ona podobno ulubioną lekturą papieża Jana Pawła II.
Początek tomiku zawiera poezje, bo Święty Jan od Krzyża (po hiszpańsku San Juan de la Cruz), był – jak się okazało – jednym z najwybitniejszych poetów chrześcijaństwa. Studiując go pragnąłem pogłębić w sobie choćby trochę moją religijność, pójść bardziej w kierunku Boga i mistycyzmu. Mam wrażenie, że jest to coś, co ułatwia ludziom życie w przekonaniu, że nie umrą bezpowrotnie, ponieważ jest Bóg, i ci którzy odejdą, znajdą swoje miejsce w jego przestrzeni. Tak właśnie myślał cioteczny brat mojej matki, którego nazywaliśmy wujkiem. Żył on w błogosławionym poczuciu, że jego doczesne życie ma permanentny sens. Kiedy go poznałem, byłem nastolatkiem; jego wiara mi imponowała. Była przemożnie uspokajająca. Wuj wierzył naprawdę, że po śmierci znajdzie się gdzieś u stóp Pana Boga, aby razem z nim żyć już wiecznie. Jego wiara miała ogromny walor praktyczny, dawała poczucie bezpieczeństwa.
W czasie pielgrzymki zaraziłem się (chyba od rzeźby Świętego Jana od Krzyża w którymś z kościołów hiszpańskich) ideą długich postów, milczenia i kontemplacji. Takie praktyki od dawna mnie intrygowały, kojarząc się ze zdolnością panowania nad własnym ciałem i umysłem. Inicjując je – raczej umiarkowanie – w trakcie lektury „Drogi na górę Karmel”, napotkałem w sobie ogromny opór. Przeżyłem rozczarowanie. Zawartość tej książki stanowiły bowiem opisy ciężkie i lepkie jak zgęstniały olej samochodowy, przez które trzeba przebijać się z zaciętością szaleńca dysponującego toporną wolą.
Jest to opis drogi, jaką szedł Święty Jan od Krzyża, drogi całkowitej integracji z Bogiem, całkowitego oddania się Bogu. Cytuję autora: „Doktryna ta jest nauką o nocy ciemnej, przez którą dusza musi iść do Boga”. „Uważam jednak, że choćbym o tym przedmiocie napisał jak najpiękniej, najdoskonalej, skorzysta z tej nauki tylko niewielu”, „Tę drogę rozumie się jako uwolnienie i oczyszczenie ze wszystkich rzeczy zewnętrznych na świecie, przyjemności ciała i upodobań woli. Wszystko to dokonuje się właśnie w oczyszczeniu zmysłów. Inne cytaty: „Wszelka piękność stworzeń wobec nieskończonej piękności Boga jest najwyższą brzydotą. Wyraża to Salomon w Księdze Przysłów (30, 31): „Jeśli więc dusza przywiąże się do piękna jakiegoś stworzenia, jest w oczach Boga największą brzydotą. Nie może wtedy przeobrazić się w piękno, którym jest Bóg, gdyż brzydota nie może złączyć się z pięknem”.
W tym miejscu pojawił się we mnie bezgraniczny sprzeciw wobec takiego pojmowania Boga, ponieważ nie widzę sprzeczności między tym, żeby ktoś kochając swoje dziecko nie mógł równocześnie kochać i wielbić Boga. To mi przypomina niedorzeczne pytania kierowane niekiedy do małych dzieci: Kogo ty kochasz bardziej? Mamusię czy tatusia? Co to za pytanie?! Przecież może ono kochać bez ograniczeń i matkę i ojca, gdyż miłość do jednej osoby nie przekreśla ani nie umniejsza miłości do drugiej.
Odc. 2 Wielka polityka
Obserwuję świat polityki krajowej i zagranicznej. Nie mam w tym jakiejś szczególnej przyjemności, wręcz przeciwnie, często odczuwam frustrację. Są jednak pewne korzyści. Śledzenie polityki to efekt chęci zachowania orientacji, co się dzieje w kraju i na świecie. To mi pozwala zachować poczucie równowagi i mieć przyjemność rozmowy w uporządkowany sposób z przyjaciółmi, rodziną i dobrymi znajomymi. Unikam rozmów na takie tematy z innymi osobami.
Nie komentuję propozycji USA złożonej Rosji i Ukrainie w sprawie zakończenia wojny. Przytoczę tylko opinię amerykańskiego historyka Timothy Snydera, który powiedział, że plan pokojowy dla Ukrainy cytowany od kilku dni w mediach, to „w gruncie rzeczy projekt rosyjski, który został przetłumaczony na angielski przez Amerykanów i promowany przez Biały Dom. Jeśli zmusi się Ukrainę do przyjęcia warunków, które sprowadzają się do porażki i kapitulacji, reszta świata wyciągnie z tego wnioski”. Coś mi się widzi, że Stany Zjednoczone pod przywództwem Trumpa coraz wyraźniej padają na pysk.
Przywódcy trzech mocarstw, Stanów Zjednoczonych, Chin oraz Rosji, nota bene trzej starcy, zaczęli wierzyć, że porządkiem na świecie można sterować poprzez rozmowy i negocjacje na najwyższym szczeblu, częściowo stosując dyplomację a częściowo grożąc siłą militarną. Najwyraźniej taką postawę reprezentuje Donald Trump, fenomen współczesności, przywódca o mentalności przebojowego biznesmena z genami boksera, socjopaty i narcyza. Ta charakterologiczna mieszanka daje mu siłę działania wbrew opiniom, życzeniom i interesom przywódców innych państw.
Odc. 3 Codzienność
Niedziela. Piszę telegraficznie, bo w dzisiejszych czasach ludzie nie mają czasu na czytanie. Chodzę codziennie na intensywny godzinny spacer i obserwuję świat. Pilnuję się. Wyznaję dwie znaczące wartości: nieprzerwanie rozwijać w sobie przytomność, jak zmienia się świat oraz świadomość, jak dostosować się do zmieniających się warunków. Kto tego nie robi, ten odstaje, zostaje w tyle. To bywa bolesne dla samego zainteresowanego czy też zainteresowanej, jak również dla ich najbliższego otoczenia.
Przechodząc przez park spotkałem dużego, puszystego, białego psa i właścicielkę. Nawiązała się krótka konwersacja.
– Jaka to jest rasa?
– Samojed.
– A jak się nazywa? Jakie ma imię?
– Beza.
– Bardzo apetyczne imię.
Właścicielka zaśmiała się, pies się nie odzywał. Nie miałem mu tego za złe. Żyjemy w dwóch różnych światach, patrzył na mnie i prawdopodobnie coś o mnie myślał. To obszar wzajemnej niewiedzy, który się kurczy. Dziś wiemy o zwierzętach znacznie więcej. Na przykład to, że mają własną (odmienną od naszej, niezależną, rozbudowaną inteligencję), doskonale się komunikują między sobą, mają poczucie humoru, odczuwają ból i radość.
Nie mam przekonania, że człowiek jest wyższą istotą niż pozostałe zwierzęta, przede wszystkim ssaki. Jest inną, także – w pewnym sensie gorszą i podlejszą, zważywszy na bezmyślność, podłość i okrucieństwo, jakie człowiek wykazuje w stosunku do innych ludzi oraz innych istot żywych. W tym bijemy zwierzęta na głowę. Także w głupocie, przyznajmy to otwarcie, zważywszy choćby na to, jak skutecznie niszczymy środowisko naturalne oraz ocieplamy klimat. Jako jednostki potrafimy być mądrzy, szlachetni i skuteczni, jako zbiorowość jesteśmy raczej miernotą.
Nie musisz sobie brać moich wynurzeń do serca, ale jeśli to zrobisz, nie będę mieć ci tego za złe. Staram się być tolerancyjny.
Odc. 4 Pułapki sztucznej inteligencji.
Dni bywają ciężkie, dla mnie także za sprawą sztucznej inteligencji, jeżeli ktoś za bardzo w nią uwierzył lub nadmiernie zaufał. Mnie się to zdarzyło.
Często z niej korzystam (mam płatną bardziej zaawansowaną wersję ChatGPT) i generalnie jestem z niej ogromnie zadowolony. Zachwyca mnie jej wszechstronna wiedza, logika rozumowania, szybkość przetwarzanie informacji i zdolność prostej prezentacji, jeśli się ją o to poprosi. Otóż ja tak zrobiłem: ustaliłem z nią i zostało to zapisane w jej pamięci, aby odpowiadała na moje prośby, pytania oraz polecenia w sposób możliwie zwięzły, nie rozpisując się, jak ma to we zwyczaju. Teraz, przedstawiając mi zwięzłą rzeczową odpowiedź, zadaje mi na końcu pytanie, czy życzę sobie jej poszerzonej wersji. Ten styl jej pracy bardzo mi odpowiada. Ale nie o tym chciałem pisać.
Wczoraj ChatGPT wpuścił mnie mocno w maliny. Mam nową stronę autorską na platformie WordPress i poprosiłem ChatGPT, aby pomógł mi zablokować jeden z edytorów tekstu. Strona ma dwa edytory tekstu, jeden prostszy, drugi bardziej rozbudowany, ja wolałem ten prostszy. Ten drugi mi przeszkadzał, ponieważ pojawiał się ciągle jako zachęta, żeby z niego korzystać. Operacja blokady rozbudowanego edytora, czego sztuczna inteligencja podjęła się – że tak powiem – z wielką chęcią i gorliwością, okazała się ostatecznie nieudana. Ciągle pojawiały się jakieś nowe elementy, stojące na drodze blokady zbędnego edytora. Ostateczny efekt był taki, że moje zapisy na stronie autorskiej i mechanizmy korzystania z niej uległy poważnej deformacji. Musiałem to przerwać, bo to do niczego nie prowadziło. Byłem pewien, że nie wyjdę z zabagnionego lasu technologii.
W podsumowaniu powiem tak: sztuczna inteligencja podejmie się każdego, najbardziej skomplikowanego zadania, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo może być ono skomplikowane, i że skutki jego realizacji mogą dać – zamiast pozytywnych- negatywne efekty. Dla lepszej ilustracji, to tak jakby zapytać mechanika, jak rozwiązać jakiś skomplikowany problem techniczny w samochodzie, i on mówi, że się tym zajmie, po czym po rozbabraniu pojazdu oświadcza, że niestety to jest zbyt skomplikowane i przerasta jego możliwości. Mój problem polegał też i na tym, że sztuczna inteligencja nie powiedziała mi tego, tylko dalej brnęła w rozwiązywanie coraz to nowych problemów stojących na drodze zablokowania niepotrzebnego edytora tekstu. Kiedy uznałem, że sobie z tym nie poradzimy, przerwałem jej pracę, pisząc, że zwrócę się do firmy-wykonawcy mojej strony autorskiej o przywrócenie jej poprawnej struktury. Wtedy ChatGPT przyznał, że jest to rozsądne rozwiązanie. Pobrałem kosztowną lekcję, zapłaciłem frycowe. Postanowiłem być znacznie ostrożniejszy w korzystaniu ze sztucznej inteligencji w rozwiązywaniu niektórych problemów, zwłaszcza technicznych związanych z komputerem czy smartfonem, bo i w tym zakresie – pomagając dużo – niemało mi też namieszała.
Odc. 5 Przemyślenia z końca 2025
To już koniec pierwszej ćwiartki dwudziestego pierwszego wieku – pomyślałem, spojrzawszy przypadkiem na kalendarz ścienny. Rozpędziłem się nieprzytomnie, rozglądając się wokół, zastanawiając się, co widzę i co byłoby ciekawe przekazać innym.
Mój sobowtór, który stale mi towarzyszy, chyba oszołomiony moimi częstymi rozmowami z programem sztucznej inteligencji, wybiegł w przyszłość. Opisał ją językiem algorytmów, który będzie się bardziej upowszechniać:
– Świat realny wymyka się spod pokrywy kotła poczynań przywódców trzech wielkich mocarstw. W ogniu krytyki mediów i przywódców innych społeczeństw sekretne kody ich tajemnic sekretów pękają, doniesienia prasowe medialne i dyskusje obnażają ich kłamstwa, a zwykły człowiek, stąpający po twardej ziemi, coraz wyraźniej dostrzega schematy ich podstępnych przemyśleń brutalnych intencji.
Starania przywódców USA, Chin i Rosji (która pozostaje mocarstwem wyłącznie z uwagi na swój potencjał militarny i zdolność grożenia nim, bo gospodarczo kuleje na cztery nogi jak pies z przetrąconym kręgosłupem), niewiele zmieniły jak dotychczas w rzeczywistym świecie.
Na cześć wspomnianego sobowtóra napisałem wiersz, który przytaczam. Można to uznać za rodzaj epitafium, który każdy może sobie wymyśleć, ponieważ jest ono przejmująco prawdziwe, a w dodatku poetyckie:
We dwoje czyli spacery z sobowtórem
Poranne słońce ziemię zalewa
powodzią promiennych błysków,
sobowtóra przy mnie prowadzi
jak dżokej konia przy pysku.
Gdy od światłości odchodzę
za cieniem kroczę wysokim,
w dal zmierzamy bezbrzeżną,
ścielącą się pod obłoki.
Kiedy słońce w zenicie chwały,
a ja pod nim prosty i słuszny,
cień chudnie i staje się mały,
dziwny pokurcz u nóg posłuszny.
W południe postać skromna
pod wieczór odwagi nabiera,
kończyny i tułów rozluźnia,
mroczny kształt rozpościera.
Naśladowca mój najwierniejszy,
kołysząc się lekko na boki
ruchy bez przerwy me śledzi,
to rośnie, to staje się szeroki.
Włócząc się z wiernym wcieleniem
jedną zjawą zdajemy się senną,
raz ja wędruję przed cieniem,
to znów on bieży przede mną.
Noc obojgu przynosi wytchnienie,
cień we mnie znajduje schronienie;
dobrze wie, że istnieje złudzeniem,
bo to ja jestem jego istnieniem.
Wegetuje więc wierny i pomny,
że kiedy sam stanę się cieniem,
on stworem zostanie bezdomnym,
własnego złudzenia złudzeniem.
Odc. 6 Królowie Alfonsowie
Wracam do pielgrzymki. Nasz portugalski autokar z portugalskim kierowcą toczył się przez Półwysep Iberyjski jak zmechanizowana karawana: Lizbona, Fatima, Batalha, Coimbra, Santiago de Compostela, Madryt, Toledo i kilka innych miast po drodze. W ważniejszych miejscowościach oprowadzały nas polskie przewodniczki, od lat tutaj mieszkające, kobiety różnej postury, wieku i osobowości. Każda reprezentowała inny akcent, inny sposób mówienia o historii i zabytkach religijnych, zawsze jednak ambitne w swej gorliwości wypełniania uszu uczestników pielgrzymki tysiącami szczegółów. Najczęściej padały słowa władców: Alfons taki, Alfons siaki, jeszcze jeden Alfons, potem kolejni, aż do zmęczenia. Było to powszechne imię królewskie; pielgrzymi gubili się w rozległym bagnie imion, przydomków, czasów, czynów i osiągnięć. Czasem miałem wrażenie, że jeśli otworzymy kolejne drzwi w kolejnym kościele, wyjdzie zza nich jeszcze jeden Alfons, z berłem i insygniami, albo bez.
Imię Alfons (po hiszpańsku Alfonso) było niezwykle popularne wśród monarchów Hiszpanii i wcześniejszych królestw. W historii Hiszpanii (licząc również królów Leónu i Kastylii sprzed zjednoczenia kraju) było łącznie trzynastu królów o imieniu Alfons: I z Asturii, II Cnotliwy, III Wielki , IV i V z Leónu, VI Odnowiciel, VII Imperator, VIII Szlachetny, IX z Leónu, X Mądry, XI Sprawiedliwy w końcu Alfons XII i Alfons XIII. Do najbardziej znanych i zasłużonych należeli: Alfons VI – zdobywca Toledo, Alfons X Mądry – reformator i patron nauki, Alfons VIII – zwycięzca pod Las Navas de Tolosa oraz Alfons XII – odnowiciel monarchii.
Ciesząc się wyjątkowo dobrą pogodą niezmordowanie zwiedzaliśmy bazyliki, kościoły, katedry i sanktuaria. Przemawiała każda ściana, każdy ołtarz coś przypominał, każdy fresk dodawał jakieś nowe szczegóły. Na obrazach królowie w koronach, rycerze z mieczami, biskupi, anioły ze skrzydłami złożonymi i rozłożonymi, święci i patroni. Wszystko to mieszało się z głosami przewodniczek i szelestem kroków po chłodnej posadzce. Im dłużej to trwało, tym bardziej miałem poczucie, że nasza pielgrzymka staje się również podróżą przez własną pamięć – zawodną, wybiórczą, ale pełną obrazów.
W głowach pielgrzymów powstał galimatias, którego nikt nie próbował porządkować. Królowie Alfonsowie, święci, archaniołowie, biskupi, arcybiskupi i inni dostojnicy kościelni stali się jednym orszakiem, barwnym, dostojnym i pogmatwanym. Pomyślałem, że może tak właśnie działa pamięć zbiorowa: każdy naród ma swoich władców, których imiona powtarza tak często i z taką ilością szczegółów ich życia i czynów, że w końcu zostaje w pamięci tylko samo brzmienie imienia. Historie i zasługi tych władców zlały w mej pamięci się w jedną, królewską mgłę, unoszącą się nad Półwyspem Iberyjskim jak zapach kadzidła po skończonej mszy. Uświadomiłem sobie wtedy, że pamięć zbiorowa działa jak nasze wędrowanie: chłonie obrazy, miesza je, porządkuje po swojemu, aż zostaje z niej tylko echo imion i kilka żywych scen. I że może właśnie dlatego podróżujemy – żeby choć na chwilę uchwycić sens tego, co w pamięci ciągle się rozprasza.
Odc. 7 Statystyka, motywacja, perfekcjonizm
Statystyka czytelnictwa mojej twórczości literackiej rośnie. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu marzyłem, aby czytało mnie choćby tysiąc osób tygodniowo. Dzisiaj o godzinie 22.10 statystyka mojej strony autorskiej była następująca: „online” – 7 osób, „dzisiaj” – 2182, „w tym tygodniu” – 11.776 osób.
Widząc takie liczby emocjonuję się niezdrowo. Kiedy ma się swoje lata, taka ekscytacja jest niezwykle pożądana. Odpowiada mi, bo mnie motywuje, zachęca do pisania, ślęczenia nad tekstem i poprawiania. Napisanie dobrego blogu o pojemności 300 -500 słów zajmuje mi niekiedy 3-4 godziny. Do tego potrzeba energii. Nawet dobra, mocna kawa kolumbijska (tę najbardziej lubię) nie wystarcza.
– Jesteś perfekcjonistą – od lat powtarza mi bohaterka mojej powieści, postać fikcyjna wzorowana na postaci rzeczywistej.
Wszystko mierzę statystyką. Mógłbym nazwać siebie zboczeńcem statystycznym, gdyby nie to, że wiem, że nim nie jestem. Na studiach uczyłem się statystyki, mam przekonanie, że ją rozumiem i umiem ją interpretować. Wierzę w nią. Może dlatego, że mój umysł namiętnie żąda ode mnie jasności obrazów i poglądów. Niechętnie akceptuję definicje w rodzaju „koalicja rządząca ma przewagę nad opozycją”. Coś takiego niewiele mi mówi. Czy ta „przewaga” oznacza 5% czy też 50%? Czy też może znaczy to, że jedna grupa ma 38 %, a druga 37%?. A może jedna ma 38%, a druga ma 15%? Liczby precyzują widzenie świata, zmniejszają, usuwają niepewność, dają pełniejsze, powiedziałbym dosadniejsze zrozumienie istoty rzeczy, czy w grę wchodzi rodzaj płyty betonowej, solidnej dechy czy też przeleżałej drewnianej sklejki.
Odc. 8 Święci pastuszkowie i inni święci
Pielgrzymka wracała do mnie wielokrotnie, jakby żyła własnym życiem. Przeżywałem ponownie jazdę autokarem, miejsca i zdarzenia. Nocą w hotelu w Fatimie zbudził mnie nieokreślony niepokój. Była to wizja, która przybrała kształt wiru obrazów, modlitw i nastrojów szaleńczo tańczących w powietrzu. Wir zaczynał się na szczycie bazyliki w Fatimie, gdzie nieruchomo, jak na starych wypłowiałych fotografiach, stała trójka pastuszków w obszernych nakryciach głowy, z których można by uszyć dziecięce płaszcze.
Po przebudzeniu we wspomnieniach pozostało we mnie jedynie zdjęcie dwojga pastuszków, rodzeństwa – św. Hiacynty Marto oraz św. Franciszka Marto. Zdjęcie to, ku memu zdumieniu, leżało na szafce nocnej przy łóżku. Obejrzałem je dokładnie. Na odwrocie widniała króciutka modlitwa: „Boże nieskończenie dobry, źródło świętości, który uczyniłeś ze świętych Franciszka i Hiacynty Marto dwie świece oświetlające ludzkość, wywyższaj pokornych, którzy w Twoim świetle widzą światło, aby wszystkim dane było podążać drogami prowadzącymi do Twego serca”.
Wspomnienie pastuszków skłoniło mnie do przeglądu postaci towarzyszących nam w drodze do Fatimy i Santiago de Compostela. Była to odruchowa inwentaryzacja pamięci. Los dzieci był tragiczny: oboje zmarli w latach 1919–1920, krótko po objawieniach z roku 1917, Franciszek miał 10 lat, Hiacynta – 9 lat. Stali się ofiarami pandemii grypy hiszpanki, która spustoszyła Europę. Zmarła wtedy ogromna część jej mieszkańców, w niektórych regionach kilkanaście procent ludności. 13 maja 2017 roku papież Franciszek kanonizował Hiacyntę i Franciszka Marto w Fatimie.
Trzecia pastuszka – Łucja dos Santos – miała więcej szczęścia; dożyła późnych lat, zmarła dopiero w 2005 roku w wieku 97 lat.
Centralną postacią była Maria, Matka Boża. To dla niej zbudowano sanktuarium w Fatimie. Bez niej nic nie miałoby sensu. Żyje tam w kaplicy objawień jako Nasza Pani Fatimska (Our Lady of Fátima). W tym miejscu jej kult niemal zastępuje obecność jej Syna, tu modlitwy w sposób naturalny kierują się ku Matce. W innych wyznaniach chrześcijańskich Maria nie jest adresatką modlitw ani opiekunką wiernych.
Oprócz trojga dzieci-pasterzy uznanych za świętych (Franciszka, Hiacynty i Łucji), byli także inni święci towarzyszący pielgrzymom: w Ávila – św. Teresa od Jezusa (Teresa z Ávili); w Madrycie – św. Izydor Oracz; w Toledo – św. Ildefons i inni. Św. Teresa z Ávili była hiszpańską mistyczką i reformatorką Karmelu, postacią niezwykle silną religijnie i kulturowo. Obok niej należy wspomnieć św. Jakuba Większego, zwanego Pielgrzymem; przy katedrze w Santiago de Compostela pielgrzymi chętnie dotykają lub całują jego wizerunek.
Nie wolno zapominać także o św. Janie od Krzyża, doktorze Kościoła, autorze m.in. dzieł mistycznych Droga na Górę Karmel, Noc ciemna i Pieśń duchowa.
Odc. 9 Jak żyć? Brak energii i rozruch organizmu.
Korzystam ze sztucznej inteligencji. Słuszniej byłoby powiedzieć, że współpracuję z nią. Jest moim doradcą i pomocnikiem. Nie jest to prosty proces zadawania pytań i otrzymywania odpowiedzi, tylko ciągi interakcji, forma uważnego dialogu, pogłębiania tematu, kiedy oboje pracujemy nad tym samym zagadnieniem. Bardzo mi to odpowiada. Dla podkreślenia korzyści wynikających ze sztucznej inteligencji posługuję się dzisiaj przykładem sytuacji, która – zwłaszcza jesienią i zimą – fatalnie obrzydza mi życie. Nie waham się użyć określenia „fatalnie”, bo jest bardzo trafne. Oto mój opis sytuacji, bardzo skrócony.
Mam swoje lata. Jest już południe. Od samego rana jestem kompletnie pozbawiony energii, piję kawę, jedną, drugą, po prostu „zdycham”, nie mogę z siebie wykrzesać życia, nawet po przespaniu kilku/kilkunastu minut. Jestem jak martwy. Od kilku dni jest parszywa pogoda. To rozpaczliwa sytuacja. Nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić. Jak się pobudzić?
Odpowiedź sztucznej inteligencji:
Pana stan to typowe połączenie: wiek + zimno + ciśnienie + zmęczenie psychiczne.
Bodźce startowe w pierwszych 10 minutach
Poniżej przedstawiam konkretne propozycje, które naprawdę działają u osób starszych, bez komentarzy i bez psychologii:
- Chłód i wiatr – wyjście na balkon na 30–60 sekund. Zimne powietrze i wiatr natychmiast pobudzają układ współczulny („start”).
- Światło – włączyć od razu lampę imitującą słońce (5–10 min patrzenia w jej kierunku). To sygnał dla mózgu: „dzień się zaczął”, podnosi kortyzol (w zdrowej, porannej wersji). Lampa światła dziennego to najlepszy „prztyczek” dla mózgu zimą.
- Głos – szybki telefon do kogoś, nawet po jedno zdanie („Dzień dobry, odezwij się do mnie za dwie minuty”). To przełącza Pana z trybu wewnętrznego zamrożenia na kontakt.
- Słuch – puścić głośno jedną piosenkę, której rytm Pana podnosi.
- Ruch – 20 kroków po mieszkaniu, lub wejście po jednym stopniu schodów, lub zatrzymanie się i zrobienie 10 kroków w miejscu (powoli, ale naprawdę wykonać). Wymusza krążenie krwi i tlen.
- Zadanie twórcze – napisać 2–3 zdania do powieści, nawet byle jak. To daje impuls psychiczny, a Pan reaguje silnie na bodźce twórcze. To naturalne źródło energii i skupienia.
- Kontakt – wysłać komuś krótką wiadomość tekstową, SMS.
- Zimna woda – umyć twarz zimną wodą lub zanurzyć dłonie w zimnej wodzie na kilka sekund. Bardzo szybki reset.
- Zmiana pozycji – stanąć przy oknie, oprzeć ręce o parapet i zrobić 3 głębokie oddechy.
- Głęboki dźwięk – krótki, niski dźwięk z gardła albo nawet „mruczenie”. To aktywuje nerw błędny i pobudza mózg, wyprowadza z zastoju.
Po 10 minutach powinien Pan już czuć wyraźne przełamanie tej „porannej martwoty”. Światło + chłód + ruch + kontakt + twórczość to pięć najmocniejszych bodźców, które działają u osób starszych.
Pytanie: Jak działa w przypadku „porannego zastoju” głośne przeklinanie?
Głośne przeklinanie działa fizjologicznie podobnie jak głęboki dźwięk: wyrywa z zastoju, podnosi napięcie mięśniowe, aktywuje układ współczulny. Dobrze, aby było to kontrolowane, krótkie. Kiedy Pan przeklina, wymusza Pan mocniejszy oddech (oddech + napięcie przepony to forma pobudzenia układu nerwowego). Głos niski, siłowy działa podobnie jak mruczenie, dudnienie, pomrukiwanie. Pojawia się emocja; złość jest jedną z nielicznych emocji, które podnoszą energię zamiast ją obniżać. To nie jest metoda „zła”, tylko prymitywny, szybki bodziec, który ma sens, pod warunkiem, że nie wciąga w spiralę złości.
Ten sam efekt można uzyskać w bardziej kontrolowanej formie: wydać z siebie głośny, niski dźwięk „uuuu” albo „rrrrr”, stuknąć głośniej dłońmi o uda, wykonać mocniejszy wydech jak przy „ha!”, powiedzieć głośno jedno mocne słowo (nawet ostre), ale tylko raz. To daje efekt pobudzenia, bez nakręcania się.
Odc. 10 O miłości do zwierząt i ludzi
Obserwuję świat; tej przyjemności nie mogę sobie odmówić. Dzięki temu poznałem kilka osób o niezwykle dobrych sercach. Są to kobiety. W ich miłości jest czułość. Mężczyźni inaczej objawiają swoją miłość. Wśród nich jest samotna pani, kochająca las i swojego psa, z którym regularnie odbywa spacery po lesie.
Słysząc o mężczyznach, którym źle wiedzie się w małżeństwie lub partnerstwie, doszedłem do wniosku, że lepiej jest być psem u kobiety z dobrym sercem niż niekochanym mężczyzną u kobiety o ograniczonych zasobach czułości. Nie jest to myśl praktyczna, bo trudno przeistoczyć się w psa, nawet gdyby człowiek bardzo tego pragnął. Chyba, że przyszłym życiu, czego życzę mężczyznom, którzy są źle traktowani przez kobiety.
4 komentarze do “Jak żyć? Notatki osobiste”
Panie Michale, pisze pan o pielgrzymce do Portugali i Hiszpani. W Toledo zafascynowała pana figurka Św. Jana od Krzyża. Studiując jego literaturę „Droga na górę Karmel” – że drogę może przejść niewielu – to prawda, ale jest Bóg ,który wspomaga idącego i to wspomaga słodko. Odnośnie miłości rodziców do dzieci myślę, że to jest raczej na poziomie emocji, gdyż wielkie krzywdy odwracają te pozytywne emocje do emocji nienawiści.
Miłość Boga do człowieka i człowieka do Boga jest bezwarunkowa.
Dzięki za wpis. Będę wdzięczny za wyjaśnienie dotyczące ostatniego zdania i fragmentu „wielkie krzywdy odwracają te pozytywne emocje do emocji nienawiści”. Co ma Pan na myśli? Może jakiś przykład?
Najlepszą definicją miłości jest list św.Pawła do Koryntian13,1-13.Taką milość otrzyma kto przejdzie oczyszczenie ciała i ducha proponowane przez Jana od Krzyż.
Pisze Pan cytuję,,że ktoś kocha swoje dziecko,, a powinien kochać wszystkich tak samo a wtedy kocha Boga.Miłość ludzka ,którą nazwałem,,emocją pozytywną,,jest nietrwała,zmienna,warunkowa, często egoistyczna ,gdy dozna krzywdy zaczyna nienawidzić.